Strona 270
tokarniach - i nie bez skutku - panowie: Norwid, Słowacki, Jacek Malczewski i Grottger (Artur). Obrabiali, obrabiali, obrabiali, obrabiali, obrabiali, obrabiali cały czas.
Polka realistyczna
Na ogół kelnerka. Ale któż, pytam się, Panie Redaktorze, w epoce niby to narastającego reportażowego realizmu opisuje we wstrząsający sposób i w mrożący krew w żyłach sposób tragiczne życie kelnerki w piekle rozgrymaszonych inicjatorów prywatnych? Któż z naszych pp. pisarzów obrabia kelnerkę? Któż jej westchnienia, któż jej łzy policzy, nie mówiąc o dochodach?
Polka surrealistyczna
Leży. Na kołdrze nie rozcięty tom elegancko niejasnych wierszy Delamerdre”a, pod kołdrą natomiat duży wieprzowy kotlet. Pod poduszką otwarty duży słoik z musztardą. Jedno z powiedzeń: “W całym Paryżu nie można dostać takich szpilek do włosów, jakie obecnie produkujemy w Wałbrzyyyyychu”.
Polak zwany przez krajowych fafulów
i niedorajdów Polakiem cynicznym
Pracowity, co już mu mają za złe. Nie upija się i nie kluczy. Mają za złe. To, co robi, robi dobrze i na termin. Mają za złe. Jest punktualny, a wszyscy spóźniają się albo przychodzą o dwa dni za wcześnie. Więc mają za złe. Bierze byka za rogi. Też mają za złe. Jeśli jest np. poetą, to nie opisuje własnego pępka, tylko wyrywa próchniejące zęby społeczeństwu. Znów mają za złe. A jeżeli tenże “cyniczny” Polak jest np. kupcem, to wszystkie umowy uważa za wiążące i myli się grubo, ponieważ produkujemy mnóstwo ludzi, którzy z lekkością szewców cudotwórców robią z gęby cholewę. A my chcemy robić z gęby instrument do wiążącego porozumienia się z ludźmi. Więc mają nam za złe, mają nam za złe, mają nam za złe. Przepraszam bardzo za kleksy, plamy od szrnalcu z cebulką i nagły koniec. Świat mnie woła. Bogaty świat. Ciekawszy od “Listów z fiołkiem”. Na moje podwórze weszła orkiestra podwórzowa i gra, i śpiewa pod moim adresem:
Strona 271
Hejze ino, fijołecku leśny,
cemu ześ się nie rozwinął wceśniej?
Więc kłaniam się, Panie Redaktorze, tym muzykantom i odpowiadam im śpiewem gregoriańskim:
Bo nie dopuszczali.
Ps. A kaszki znowu nie otrzymałem.
Kochający
Karakułiambn,
1947
Szanowny Panie Redaktorze!
Egzamin uczciwości
Poniżej zebrałem mnóstwo pytań, wszystkie pod adresem
naszych Czytelników, mając nadzieję, że dla niejednego
z Nich staną się one przedmiotem poważnych medytacji,
a może i punktem zwrotnym w tak zwanym życiu etycznym.
Bo jak to mówią: od rzemyczka do koziczka.
Jeden warunek: na pytania należy odpowiadać s z c z e r z e, gdyż w przeciwnym wypadku chybiają one całkowicie celu.
Pytanie 1
Czy jadąc tramwajem bądź autobusem nigdy nie usiłujesz się zaszyć w kącie, żeby nie zapłacić biletu?
Pytanie 2
Czy wyrzucasz przez okno niedopałki, gdy nikt nie patrzy?
Pytanie 3
Czy na przyjęciu nie dokładasz sobie cukru, gdy wszyscy wyjdą z pokoju?
Strona 272
Pytanie 4
Czy nie czytasz cudzych listów?
Pytanie 5
Czy na pogrzebie zamożnej, a natrętnej cioci przelewasz krokodyle łzy, jakkolwiek w gruncie rzeczy nie posiadasz się z radości?
Pytanie 6
Czy na podarkach ofiarowanych przyjaciołom nie zostawiasz czasem umyślnie naklejki z ceną, chcąc w ten sposób podkreślić, ileś na nich wydał?
Pytanie 7
Czy wykorzystując nieobecność gospodarzy nie czyścisz swoich butów cennym obrusem lub portierą?
Pytanie 8
Czy na pytanie żony (męża), czy ją kochasz, nie odpowiadasz kłamliwie “tak”, byle skończyć z irytującą Cię indagacją?
Pytanie 9
Czy, mając sztuczne żęby, nie usiłujesz wmówić w otoczenie, że są one właśnie prawdziwe?
Pytanie 10
Czy nigdy nie miałeś ochoty do napisania paru nieprzyzwoitych słów na ścianie w miejscach użyteczności publicznej?
Pytanie 11
Czy z natłoczonej poczekalni nigdy nie usiłowałeś przedostać się do gabinetu dentysty poza kolejką?
A jak było w ogonku do kasy z biletami?
Pytanie 12
Czy z biura, w którym pracujesz, nie zabierasz potajemnie ołówków, papiru, spinaczy itp. rzeczy?
Strona 273
Pytanie 13
Czy nigdy nie okłamałeś żadnego urzędu?
Pytanie 14
Czy w pociągu nie krzyczysz, że już absolutnie nie ma miejsca, gdy przecież znalazłoby się jeszcze miejsce dla tej otyłej pani z sześcioma malutkimi koszyczkami?
Karakuliarnbro
1947
Szanowny Panie Redaktorze!
Rozrywki świąteczne
dla osłabionych umysłowo
Wojna, ten dziejowy kataklizm, niejednego z nas nadszarpnęła mentalnie. Według statystyki prof. Bączyńskiego co najmniej u 2 000 000 ludzi mózg, ten bezcenny aparat, funkcjonuje nie tak, jak by powinien. A jednocześnie, Panie Redaktorze, zauważyłem, że odpowiedzialni kierownicy działów szarad i różnych łamigłówek tak układają te rzeczy, że tego nikt nie może rozwiązać, chyba że jest jednostką wybitną, na miarę, że się tak wyrażę, Annasza. Więc pytam: czemu tak się dzieje? Skąd ten sadyzm? To znęcanie się nad nie zawsze genialnymi umysłowościami Czytelników? Toteż - zanim czynniki kompetentne zajmą się tą skomplikowaną sprawą - pozwoliłem sobie, proszę Pana Redaktora, ułożyć pewną ilość zagadek dostępnych dla każdego. Jakże bo miło będzie riiejedemu ojcu rodziny, cierpiącemu na ischias, neuralgię, apopleksię i schizofrenię, rozwiązać z błyskawiczną łatwością parę takich moich zagadek! Ta błyskawiczna łatwość powróci wspomnianemu ojcu wiarę we własne siły, natchnie go otuchą oraz wzbudzi podziw otoczenia, które, jak wiadomo, nie zawsze ustosunkowuje się w sposób właściwy do ludzi osłabionych umysłowo.
Strona 274
Oto moje zagadki na święta
1) Ma cztery nóżki, ogonek i mówi hau-hau?
2) Kto odkrył Amerykę i po co?
3) Stoi w stajni, uchem strzyże? (Od powie d ż: fryzjer.)
4) Jakiej części ciała używamy do siedzenia w poczekalni dentysty?
5) Kto jest autorem arcydzieła “Góralu, czy ci nie żal Odchodzić od stron ojczystych, Świerkowych lasów i hal, I tych potoków srebrzystych”?
6) Kto miał w XVI wieku największe uszy?
7) Na co umarł Adam Mickiewicz?
Do czego służy głowa?
9) Bardzo duża widownia. Bardzo dużo krzeseł. Bardzo estetyczna scena. Wszystko bardzo estetyczne. Kandelabry i żyrandole. żyrandole i kandelabry. Perfumy. Fumy. Atmosfera najwyższego wtajemniczenia. Stratosfera najwyższego inteillillektualnego napięcia. Na pustej widowni siedzi samotny facet i ziewa. Na scenie stoi kilkunastu facetów, którzy się męczą. Co to jest? (Odpowiedź: Wieczór autorski poetów z “Klubu Pickwicka”.)
Wesołych świąt
Karakuliambro
1947
Strona 275
Szanowny Panie Redaktorze!
Dziś nadzwyczajna okazja!
Cztery tematy w jednym liście!
Co to znaczy KDK?
“Autorzy wśród swoich czytelników” Mody warszawskie
oraz
Piekielne postscriptum:
Wprowadzam przepustki
I
Otóż: Wyobraźmy sobie, Panie Redaktorze, że, idąc ulicą, upadam na głowę i pod wpływem tego tragicznego wypadku staję się nieprzejednanym wrogiem KDK, czyli Klubu Dobrej Książki. Oczywiście natychmiast dzwonię do wszystkich zaprzyjaźnionych redakcji i inspiruję kampanię przeciwko KDK. Oczywiście ukazują się tytuły:
Widmo KDK nad Polską!
Członek KDK morduje żonę i dzieci.
Jeszcze jedna ofiara ślizgawicy i lektury: zaczytana staruszka z KDK łamie nogę itp.
Naturalnie, że tego rodzaju negatywna, warcholska akcja odniosłaby właśnie pozytywny skutek. Bo szepty i świsty bezpłodnych teoretyków to jeszcze jeden pomyślny wiatr dla takiej działalności praktycznej, która trafia w sedno. Bo KDK, Klub Dobrej Książki, zaspokaja GDK - głód dobrej książki. Bo KDK daje książkę tanią, nareszcie tanią! Bo KDK planuje swoje wydawnictwa uwzględniając postulaty czytelników. Bo dzięki KDK miliony ludzi w Polsce staną się znowu szczęśliwymi posiadaczami własnych księgozbiorów.
Bo - tu czuję przypływ sił proroczych i łzy wzruszenia zalewają mi rękopis - przyjdzie czas, kiedy cała Polska będzie jednym wielkim KDK, Klubem Dobrej Książki.
Strona 276
My i oni, ty i ja-
Każdy członkiem KDK!
II
“Autorzy wśród swoich czytelników” to druga rewolucyjna akcja spółdzielni “Czytelnik”. Brałem właśnie w tej akcji udział objeżdżając miasta i miasteczka Wybrzeża. Podczas mojego objazdu zrozumiałem, że:
1. Od salonów naszych perorujących intelektualistów do szarej Polski jest tak daleko jak stąd do księżyca.
2. Że poezja na dziś musi być jak gorący pocałunek. Innej poezji oni nie chcą. Inna poezja nie ma szans. I na to nie ma rady, choćby nie wiem ile pliszek chwaliło swoje ogonki.
III
W pewnych wytwornych kolach warszawskich jest moda obecnie na: romantyczny heroizm, smutek, zamyślenie, a nawet szloch.
Do najlepszego tonu należy np. nie donieść kanapki z łososiem do ust i rozpłakać się ze wzruszenia.
Iv
(Postscriptum)
Z powodu wielkiego napływu wielbicieli do mojej Osoby wprowadziłem na wzór warszawski przepustki do mojej Osoby. Teraz u mnie, Panie Redaktorze, siedzi na dole w portierni pięciu ironistów, z których pierwszy patrzy na faceta, drugi kiwa głową, trzeci trąca nogą tego, co kiwa głową, czwarty patrzy przenikliwie na faceta, a piąty zadaje facetowi oszałamiające pytanie: “A pan właściwie w jakiej sprawie do ob. kardynała Gałczyńskiego?” - i ewentualnie wydaje facetowi przepustkę z dwudziestoma pieczęciami. Pożytku i sensu w całej zabawie niewiele, ale za to ile śmiechu!
Niech pan przyjdzie do mnie na kakao.
Pański Karakuliambro
1948
Strona 277
Szanowny Panie Redaktorze!
Zaznaczam,
że zarządzam, co następuje:
I
Podczas zebrań towarzyskich nie wolno wieszać psów na nieobecnych, czyli tychże nieobecnych zohydzać, ośmieszać i “wykańczać”.
Ii
Nie wolno wystawiać idiotycznych i nudnych sztuk teatralnych.
III
* W pobliżu domów zamieszkanych przez poetów i malarzy nie wolno hałasować, grać na katarynkach i harmoniach oraz urądzać awantur mogących zakłócić wewnętrzny spokój pracujących mistrzów.
Iv
Zabraniam uprawiania satyry personalnej, polegającej na wzajemnym podgryzaniu się i podszczypywaniu się, tudzież pokazywaniu języka.
V
Nie wolno opowiadać starych kawałów.
VI
Nie wolno gramolić się, kałapućkać, bajdurzyć, piędrzyć i gonić w piętkę.
VII
Zakazuje się również kategorycznie wszelkiego mętniactwa, pleplepsji, koturnu i lipy.
Strona 278
VIII
Zabraniam takoż niniejszym jakiegokolwiek zaglądania przez dziurkę od klucza oraz: mizdrzenia się, używania brylantyny do włosów, rzucania się na szyję i dawania buzi z dubeltówki.
Ix
Jednocześnie przypominam, że:
Nie wolno zadzierać nosa i klepać po ramieniu.
X
Nie wolno zawieruszać się, babieć i ramoleć.
XI
Nie wolno w obecności osób nerwowych przygrywać na następujących instrumentach, a to: symfonałach, organach hydraulicznych, cymbergajach i tzw. dudach portugalskich.
XII
Nie wolno opowiadać tasiemcowych wspomnień z życia osobistego, i*nieważ to nikogo nic nie obchodzi.
XIII
Nie wolno zanudzać na śmierć.
XIV
Nie wolno bimbać sobie.
XV
Nie wolno intrygować, podlizywać się, donosić, podszczuwać, podbechtywać i rozmigdalać się.
XVI
Nie wolno napuszczać.
Strona 279
XVII
Nie wolno używać takich słów, jak: zagadiiienie i koncepcja. Trzeba pracować.
XV III
Rozporządzenie niniejsze wchodzi w życie z dniem ogłoszenia. Pismom stołecznym i prowincjonalnym nakazuję prze.druk niniejszego, w całości, bez skrótów i głupich komentarzy.
W stosunku do nie stosujących się będę wyciągał jak najdalej idące konsekwencje.
Pieczęć
Na oryginale podpisałem własnoręcznie:
Karakuliambro
członek KDK
1948
Szanowny Panie Redaktorze!
Wierszomania szerzy się. Zastraszająco szerzy się - zazriaczam.
W Warszawie np., w restauracji “Pod Zaczarowanym Koniem” (bilardy-gabinety-piwo), szatniarz podając mi garderobę, odrecytował bez zająknienia się:
Proszę pana, oto teczka,
Kapelusik i laseczka -
a do mojej żony:
A tu, niesłychana pani,
Pies i klatka z papugami -