Wiersze


Strona 245

Posted in Uncategorized by admin on the December 25th, 2002

naszej loży weszła staruszka i na cały głos opowiadała swoje przeżycia wojenne i że jej zęby spłonęły u dentysty podczas bombardowania Pomiechówka, więc już nic nie rozumieliśmy, co się dzieje na scenie, apotem jakiś ignorant zawołał “Autor!” i nikt jakoś nie zaryzykował, więc ja wstałem przez grzeczność i kłaniałem się grzecznie, a wtedy studenci porwali mnie na ręce i donieśli w entuzjazmie aż do Łaźni Miejskiej, a żona Józia powiedziała, że na żadne ciastka nie pójdzie, że ona w ogóle żałuje, że poszła do teatru, że ona najlepiej czuje się na cmentarzu, czyli że obcowanie z tymi rzeczami ją najbardziej uspokaja. Słowem cbaotyczny wieczór. Panie Redaktorze, chciałem uczciwie zarabiać na chleb i żyć życiem kulturalnym, ale ja chaosu nie toleruję i ja twierdzę, i ja żądam, żeby życie kulturalne u nas było zorganizowane nie tylko na szczeblu ministerialnymi wojewódzkim, ale przede wszystkim w ramach zwykłego udania się grupy towarzyskiej do teatru, czyli że chodziłoby o energiczniejsze zaciśnięcie tasiemki prawdziwej kultury na percypujących biodrach konsumenta, że się tak wyrażę naukowo.
Karakuliambro
1946
Szanowny Obywatelu Redaktorze!
Niebezpieczeństwa realizmu
W jednym ze starych nr nr “Przekroju” przeczytałem sobie na głos światły i jakże (zaznaczam, że zawsze czytam na głos) trałhy apel p. obywatela Sandauera do poetów, żeby ci poeci nie tylko teoretycznie dążyli do kontaktu z życiem, ale istotnie ci poeci to życie obserwowali. Otóż zaznaczam, że istotnie jestem poetą, na co na żądanie Redakcji mogę przedstawić odpowiednie zaświadczenie z okrągłą pieczątką. Zaznaczam, że mieszkamy na parterze, to znaczy ja i ten czerwony kolejarz.

Leave a Reply

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.


GotLink.pl