Wiersze


Strona 208

Posted in Uncategorized by admin on the January 31st, 2003

Teatrzyk “Zielona Gęś”
ma zaszczyt przedstawić
dwie nadzwyczajne jednoaktówki
nagrodzone złotymi medalami Grand Prix
na konkursie dramatycznym
miesięcznika “L a m p a”
I
“Nagły koniec p. Twardowskiej”
Scena: Dansing-bar “Rzym”.
A. Mickiewicz:
Jedzą, piją, lulki palą,
Tańce, hulanka, swawola,
Ledwo karczmy nie rozwalą,
Hi-hi! Ha-ha! Hejże! Hola!
Komisja specjalna:
Dobry wieczór!
(zamyka całe towarzystwo do ciupy)
A. Mickiewicz:
Młodości, podaj mi skrzydła!
Młodość:
(podaje skrzydła, na których A. Mickiewicz przezornie odlatuje sprzed nosa zdumionej Komisjij
Kurtyna

Strona 209

Posted in Uncategorized by admin on the January 30th, 2003

II
“Nie igra się z publicznością”
S cena: Sala cytrynowa w pałacu hrabiny Ciborcwskiej.
Książę Bazyli
(do hrabiny):
Pozwól, hrabino, że w dniu Twego Patrona złożę w upo minku u Twoich stóp te dwadzieścia pięć żarówek…
Jeden z widzów
(do swojej żony):
Mama, słyszysz? Żarówki!
(wskakuje na scenę, z rąk znakomitej aktorki wyrywa pudełko z żarów karni i ucieka z łupem do domu)
Książę Bazyli
(filozoficznie):
L”art et la yie. Sztuka i życie,
Kurtyna
1948

Strona 210

Posted in Uncategorized by admin on the January 29th, 2003

Teatrzyk “Ziełona Gęś”
ma zaszczyt przedstawić
“Destrukcyjny wpływ kobiet”
czyli
“I tak być mogło”
Osoby dramatu:
Król Jan Sobieski, Królowa Marysieńka, Kanclerz
Gżegżółka, Dworzanin 1, Dworzanin II, Dworzanin HI
M iej s c e: Pałac królewski w Wilanowie.
Czas: Rok 1684.
Sobieski 8c Marysieńka:
(tonq w miłosnym pitigrilli, że użyjemy terminologii naszego znakomitego kolegi prof. Wiecha)
Dworzanin 1:
Królu, donieśli Włosi,
że się na coś zanosi.
(przeprasza i wychodzi)
Dworzanin II:
Zanosi się wyraźnie.
Sobieski
(tonąc jak wyżej, do Dworzanina II):
Precz z moich oczu, błaźnie!
Dworzanin III
(melduje)
Ze sułtanem i świtą
Turcy na Wiedeń idą!

Strona 211

Posted in Uncategorized by admin on the January 28th, 2003

Sobieski
(odprawia dworzanina; do Marysieńki):
Świecisz dla mnie jak gwiazd siedem,
Marysieńko, cudo moje.
Cóż mi Turcy, cóż mi Wiedeń,
ja o ciebie tylko stoję.
(stoi tylko o Marysieńkę)
Kanclerz Gżegżółka
(zupełnie zadyszany):
Ach, królu, straszna gaffa:
Wiedeń zajął Mustaffa.
Sobieski:
(daje znaki, że stracił kompletnie kontakt z rzeczywistością)
Tymczasem:
Turcy zalewają Europę, powstają piekarnie tureckie, kawa po turecku
i marsze tureckie Jednocześnie pojawiają się masowo na golasa tak zwani
Święci tureccy, wobec czego
Kurtyna
dyskretnie zapada
1948

Strona 212

Posted in Uncategorized by admin on the January 27th, 2003

Teatrzyk ‚”Zielona Gęś”
ma zaszczyt przedstawić
“Komunikatywnego młodzieńca”
czyli
“Nie wszystko, co zrozurhiałe, to dobre”
Występują:
Chór
Alojzy Gżegżó)ka
Komunikatywny młodzieniec
S c e n a: W samolocie Katowice-Szczecin.
Chór
(śpiewa na dachu samolotu):
Niezrozumialstwo i niekomuriikatywność w poezji i w monologach towarzyskich to hańba i ohyda. Ale nie mniejsza hańba i ohyda to nadmiar zrozumialstwa i komunikatywności w poezji i w monologach towarzyskich.
Alojzy Gżegżółka:
(chrapie, śnią mu się różowe słonie)
Komunikatywny młodzieniec:
Samolot to genialny wynalazek, co?
Alojzy Gżegżółka
(przez sen)
Nie.
Komunikatywny młodzieniec:
Niech pan spojrzy, jakie wspaniałe słońce co? i te chmui-y- co? i ten krajobraz pod nami - co?
Alojzy Gżegżółka
(przez sen):
Co?

Strona 213

Posted in Uncategorized by admin on the January 26th, 2003

Komunikatywny młodzieniec:
Czy pan lubi pomidory? Czy pati czytał książkę “C) chorobach cywiłizacji”? Moja mama miała psa…
Alojzy Gżegżółka:
A…
Samolot:
(podskakuje)
Komunikatywny młodzieniec:
Zdaje się, że na dachu tego samolotu ktoś śpiewa. I tak jakby coś trzasło.
Alojzy Gżegżółka
(budząc się):
Rzeczywiście trzasło. U pana w głowie.
(fachowym, energicznym ruchem wyciąga przez lewe ucho z głowy Komunikatywnego Młodzieńca pięć królików nad wyraz prostolimjnych, zrozumiałych i komunikatywnych)
Kurtyna
1948

Strona 214

Posted in Uncategorized by admin on the January 25th, 2003

Teatrzyk “,Zielona Gęś”
ma zaszczyt przedstawić
grę towarzyską
pt.
“Zabawa w duchy”
Dramatis personae:
Osiołek Porfirion - znany osioł
A. Gżegżółka-młody geometra
Pies Fafik - najpopularniejszy pies wszechświata
Piekielny Piotrul - świnia
Hermenegilda Kociubińska - artystka-pisarka
Prof. Bączyński - zasłużony angelolog, kawaler Orderu Ladosza
Rzecz odchodzi współcześnie w tajnych podziemiach Zamku Pod Bliźniętami, własność prof. Bqczyńskiego. Podajemyhalohało dokładny czas: jesthalohalogodzinadwudziestatrzeciaminutpięćdziesiqtosiem!
Groza.
Prof. Bączyński
(zdławionym głosem):
Bracia! Monstrualna epoka. Ostry zakręt historyczny, nie mówiąc o wielu innych rzeczach. Rozpusta szerzy się. Transmogryfikacja poglębia się.
Piekielny Piotruś:
Dlaczego?
Prof. Bączyński:
Nie przeszkadzaj, kufniaszu!!
(c.d.)
Miliony Polaków, którzy nie zawsze mogą wylegitymować się regularną metryką ślubu, chodzą w gaciach po mieszkaniach, w których to mieszkaniach, powtarzam, czasem wisi po- piersie Szopena, oraz młodzież. Ilość notabene dzieci nieślubnych wzrosła znowu o 3% i w tei sposób osławione zaludnienia bywają częściowo oparte na krzywdzie seksualnej. Sfera płciowości…

Strona 215

Posted in Uncategorized by admin on the January 24th, 2003

Herm eneg uda
(do wiersza):
Ja też jestem w ślepym torze.
Zrób mi krzywdę, profesorze.
(mdleje z rozkoszy)
A. Gżegżółka:
A moim zdaniem w epoce przełomu, w epoce ogólnej transmogryfikacji jest tylko jedna prawda, a to, że kwadrat przeciwprostokątnej równa się sumie kwadratów przyprostokątriych, i za tę prawdę jestem gotów natychmiast zginąć.
(ginie natychmiast. ale niezupelnie)
Pies Fafik:
Niech żyje Pitagoras. Pi-ta-go-ras Pi-ta-go-ras Pi-ta-goras Pi-ta-go-ras Pi…
(demonstracje i awantury)
Prof. Bączyński
(cd.):
…więc, bracia; jedyne wyjście, bracia, to zniknąć z szalonej epoki, bracia. Angelologicznie. Skrzydlacie, czyli na zasadzie ducha.
(zapija wodą)
Bo co robi duch? Duch pokazuje się i znika. Tedy pokażmy się…
Cały zespół minus Osiołek Porfirion:
(pokazuje się)
Prof. Bączyński:
i zniknijmy.
Wszyscy minus Porfirion:
(znikają)

Strona 216

Posted in Uncategorized by admin on the January 23rd, 2003

Społeczeństwo:
Narrrrrreszcie.
(do Porfiriona)
Ale ty, Porfirionie, co czynić, powiedz, znak ukaż, wskazówkę daj. Pasterzem bądź, bądź co bądź!
Szloch, ryki, masowa epilepsja.
Osiołek Porfir jon
(zakładając binokle):
Wskazówkę dam. Tram ta ra ram.
Napięcie, patologia i wyspiańszczyzna.
Społeczeństwo:
No!
Porfir jon
(ryczy):
ZIELONA GĘŚ
NIE ZNA TRWOGI.
MOCZMY NOGI.
MOCZMY NOGI.
Społeczeństwo:
Ahaa.
(moczy)
Kurtyna
(basem):
Ale najprzód obowiązek, a dopiero potem przyjemność. więc najprzód zapada,
a dopiero potem łaskocze frędzelkami stopy
(wyżej wsponmiane, boskie, różowe, czjetocijetostopy należą oczywiście do Hermenegildy)

Strona 217

Posted in Uncategorized by admin on the January 22nd, 2003

K. I. Gałczyński
(wesrchnjenje)
Gdybym był młodszy…
Następuje:
Koncert fletowy Mozarta.
1948
Uroczyste otwarcie sezonu!
Premiera prasowa!
Teatrzyk “Zielona Gęś”
wbrew rozsiewanym plotkom o szaleństwie Autora i wynikłym stąd kryzysie repertuarowym
ma zaszczyt prosić
całą prasę krajową i zagraniczn
na swoją pierwszą w obecnym sezonie
premierę prasową
Luminarze prasy, jak również pt. miliony widzów i entuzjastów
Najmniejszego teatru świata
ujrzą za chwilę (cierpliwości!) pierwsze z cyklu
naszych nowych, oszałamiających przedstawień.
(gong)
Prześwietna publiczności!
Nie szczędząc wysiłków i kosztów niniejsze Offcjalne rozpoczęcie sezonu i nowej epoki w dziejach desek naszego Teatru inaugurujemy złotą plamą na prześcieradle Historii
(gong)
tj. słodkometrażówką w siedmiu kolorach
pt.
“Bal u prof. Bączyńskiego”
(gong)
(Kurtyna!!)

Next Page »

GotLink.pl