Wiersze


Strona 218

Posted in Uncategorized by admin on the January 21st, 2003

Pies Fafik
(do Hermenegildy Kociubińskiej):
Walczyk, ach, walczyk! Poci twą piersią
w walczyku czas jak sen pomyka.
Mogęż więc prosić, słodka Herciu,
rnogęż więc błagać do walczyka?
Hermenegilda:
Fafuniu, kiedy tańczę z tobą,
widzę świat cały na niebiesko,
na złoto i na szafirowo -
o, jakże ślicznie tańczysz, piesku!
(tańczą)
Prof. Bączyński
(stosując sobie za firanką dyskretny zastrzyk z penicyliny):
Hej, muzykanci, muzykanci,
rąbcie mnie tonem, saksofonem!
Profesor sobie dziś zatańczy
z mądrym Osiołkiem Porfirionem.
(wychodzi zza firanki i zbliża się do Porfiriona)
Osiołek P orfi rio n
(do Profesora)
Bączynder złoty, witam pana!
W czołobitnościach cały gnę się.
Cóż to za rozkosz niesłychana
spotkać się znów w ‚”Zielonej Gęsi”!
Piekielny Piotruś
(w cylindrze)
Z gazem, panowie! Z biglem, panie!
Najprzód koszyczek, potem kółko.
Serwus, Alojzy! Szanowanie!
W ramiona moje pójdż, Gżegżółko.
(tańczy z Gżegśólkq)
- Liryka..

Strona 219

Posted in Uncategorized by admin on the January 20th, 2003

Wszyscy:
Supersymfonia! Superfosfat,
kiedy się frak z dekoltem styka.
Walczyk, ach, walczyk! Nocy boska!
Tańczmy więc całą noc walczyka.
(tańczą całą noc)
Zielona Gęś:
0, jakże jestem dziś wzruszona,
gdy znów pod moim starym szyldem widzę Fafika, Porfiriona,
Gżegżółkę i Hermenegildę!
(uciera łzy radośc, nogą zachwytu; kontynuuje)
Ileż to gaśnie gwiazd wysokich!
Jakież wyłażą z worków szydła!
Wieki mijają i epoki,
a ja wciąż trwam, Zielonoskrzydia.
(nie posiadu się ze szczęścia)
Wszyscy
(otaczają Zieloną Gęś, śpiewają i tańczą wokół Zielonej Gęsi) Z bufetu najsmaczniejsze kąski
dla ciebie zawsze, Gąsko, mamy!
Prof. Bączyński
(zza firanki, gdzie pakuje sobie znowu penicylinę;:
Ach, tańczmy wokół Zielonej Gąski,
naszej mitologicznej mamy.
Ociemniały Pianista:
Co noc to samo: bębnić, bębnić!
W rozpuściern stracił moje ślepia.
Cóż mi zostało? Cztery zęby,
rozpacz, artretyzm i fortepiai.
(traci panowanie nad sobą)

Strona 220

Posted in Uncategorized by admin on the January 19th, 2003

Kurtyna:
No, ale zapiał już kur trzeci,
jakby to rzeki Mickiewicz Adam.
Żegnaj cie, starcy, wdowy, dzieci!
Czas czynić mą powinność: Spadam.
spada
1948
Teatrzyk “Zielona Gęś”
n-za zaszczyt przedstawić
“Filona i Laurę,
i dobrze poinformowanego faceta”
Laura:
Już miesiąc zaszedł, psy się uśpiły
i coś tam klaszcze za borem.
Pewnie mnie czeka mój Filon miły
pod umówionym jaworem.
(robi ssę na bóstwo i staje pod umówionym jaworem. Filona jeszcze nie ma. Natomiast coś tam klaszcze za borem coraz energiczniej)
Laura
(cd.):
Szczęśliwa jestem dziś nieslychanie
i Filon musi być moim,
wszystko w porządku, lecz to klaskanie
troszeczkę mnie niepokoi.
(i nie bez racji, ponieważ za borem coś ram zaczyna klaskać w sposób jak najbardziej nieprzyzwoity)

Strona 221

Posted in Uncategorized by admin on the January 18th, 2003

Laura
(załamując się nerwowo):
Przebóg! Ach, czyżby robota krecia?
0, jakże ja to wyśledzę?!
Lęk mnie przenika. Dwudziesta trzecia
już jest na mojej omedze.
Filon
(zza boru; ociekając krwią)
Tylko nie w oko!!
Coś tam:
(na chwilę się ucisza, a powm znowu klaszcze za borem jak cholera)
Laura
(panicznie)
Dwudziesta trzecia piętnaście. Gdzie jesteś, najdroższy?
Dobrze poinformowany facet:
Lauro, daremnie patrzysz na zegar.
Filon nie przyjdzie. Idź dalej.
A to klaskanie, co się rozlega,
to żona go w gębę wali.
Kurtyna:
zapada i w ten sposób przesiania słabości ludzkie przed okiem gwiazd przeczystych
I 948

Strona 222

Posted in Uncategorized by admin on the January 17th, 2003

Teatrzyk “Zielona Gęś”
ma zaszczyt przedstawić
“Pozytywnego górala”
Zielona G ę ś:
Góralu) czy ci nie żal
odchodzić od stron ojczystych?
Góral:
Szalenie.
(nie odchodzi i zostaje)
Kurtyna
1948
Teatrzyk “Zielona Gęś”
ma zaszczyt przedstawić
“Straszny koniec Spóźnialskich”
Piekielny Piotruś
(do swojej Mamy):
Mamusiu, tatuś ma dzisiaj jakieś dłuższe uszy.
Mama Piekielnego Piotrusia:
Niestety, synku. tak. Taktaktak. Tatuś się całe życie spóźniał. Tatuś był całe życie niepunktualny. I wskutek powyższego wyrosły naszemu tatusiowi ośle uszy.
Piekielny Piotruś:
A można tatusia w te uszki pocałować?

Strona 223

Posted in Uncategorized by admin on the January 16th, 2003

Mama Piekielnego Piotrus ja
(po dojrzałym namyśle):
Zapewne.
Piekielny Piotruś:
(całuje swojego tatusia w uszki)
Tatuś Piekielnego Piotrusia
(kopie i ryczy)
I-ha-ha-ha!
Quoyadisiński
(wchodząc z prawej kulisy):
Ha, i mnie wyrosły ośle uszy w nagrodę za niepunktualność. Ach, gdyby to widzial mój praszczur po kądzieli, podkomorzy szczypnicki! Przekleństwo losu!
(kładzie się na kanapie, recytuje mistyczne utwory Towiańskiego i oddaje się z piskiem martyrologii)
Trylogowicz
(wchodzi w cylindrze, z parasolem):
Dobry wieczór. Jak zdrowie mamy i tatusia Piekielnego Piotrusia? Tak, taak… Ale a propos, ja też mam ośle uszy. Od tej niepunktualności. Od tego spóźniania się. Dopust Boży.
(zdejmuje cylinder i zawadza oślimi uszami o ślubną fotografię państwa domu. Nb. na fotograficznej postaci pana domu również pojawia się w odpowiednich miejscach zarys coraz większych i większych uszu oślich, co wywołuje zrozumiały niepokój)
Sandomingowski
(wychodząc z dalszych apartamentów):
Niepunktualność to moja namiętność… Ale co z tego? (z hukiem, na zasadzie eksplozji, wyrastające ośle uszy zrzucają mu kapelusz na podłogę)

Strona 224

Posted in Uncategorized by admin on the January 15th, 2003

Sammosjerski
(wsuwa się jak cień, smutno):
I ja też, patrz jw.
(zdejmuje szlafmycę i obnaźa straszne piętno Spóźnialskich)
Wszyscy Spóźni al s c y:
(recytują mistyczne utwory Towiańskiego. oddają się masowej martyrologii i boleśnie tańczą)
Pól miasta:
(chodzi z oślimi uszami, nie wyłączając kobiet)
Zielona Gęś:
(zamyka Wszystkich Spóźnialskich do schludnej obory i recytuje następujący)
Morał:
NIGDY NIE TRZYMAJ SIĘ WYNIOŚLE,
coś z MRÓWKI MIEJ, NIE PAWIA,
A JEŚLI KTO MA USZY OŚLE,
TO Z NIM SIĘ NIE UMAWIAJ.
Kurtyna
1949

Strona 225

Posted in Uncategorized by admin on the January 14th, 2003

Teatrzyk “Zielona Gęś”
ma zaszczyt przedstawić
“Cyniczną ucztę etnografów”
Osoby:
Niestrawność - postać alegoryczna
Etnograf pierwszy
Etnograf drugi
Chór etnografów
i kurtyna
S c e n a : Muzewn etnograficzne w Gogolinie ze sławną, bezcenną kolekcją wielkanocnych pisanek.
C z a s: Przedświąteczny, nad wieczorem.
Niestrawność:
Przepłynął już ludzki potok,
w muzeum cicho jak w grobie.
Lecz z kątów wychodzą oto
cyniczni etnografowie.
Zerwawszy z moralnym pionem
łypią oczami jak mamki*
na słynne jaja zdobione,
czyli tak zwane pisanki.
Patrzcie, ach, patrzcie bacznie
na to, co zaraz się zacznie:
Etnograf pierwszy
(rozbija gablotkę z pisankami):
Hej, śmiejmy się w nos plotce,
yiyat Piekło z Szatanem.
Hej, ty jajo w gablotce,
zaraz cię zjemy z chrzanem.
* mamki. jak wiadomo, często-gęsto łypią oczami. (Przyp. aut.).

Strona 226

Posted in Uncategorized by admin on the January 13th, 2003

Etnograf drugi
(rozbija następną gablotkę z pisankami):
A ja też w naszym kole
się zabawię niekiepsko,
tylko, co do mnie, wolę
pisanki z musztardą sarepską.
(pochlania większą ilość pisanek, zaprawiając je wspomnianą musztardą sarepską)
Chór etnografów:
Śliczne są kobiet stópki,
lecz nie masz jak pisanki
Hej, obłupujmy skorupki.
Hej, lejmy barszcz do szklanki.
(skonsumowują pozostałość bezcennych historycznych pisanek, przebierają się w przedhistoryczne kapelusze i tańczą)
Niestrawność:
Wolnego, szaleńcy mlodrzi.
Zaraz was Parka podetnie.
Skręt kiszek już nadchodzi.
Te jaja byly stuletnie.
Wszyscy etnografowie:
(z oczami w slup wydają okrzyk “Ach!”, słaniają się na nogach i przesiawszy Publiczności należny ukłon wraz z życzeni orni ‚”Wesolych Świąt” - w zrozumiałych męczarniach schodzą ze sceny życia)
Kurtyna:
Galileusz, wchodząc na wieżę
chodnikiem z linoleum,
rzeki: - Jajka? Tylko świeże
i w domu, nie w muzeum.
spada z fasonem
1949

Strona 227

Posted in Uncategorized by admin on the January 12th, 2003

Teatrzyk “Zielona Gęś”
ma zaszczyt przedstawić
sztukę
pt.
“Przygoda Paderewskiego”
czyli
“Perfidia publiczności”
Paderewski:
(wstrząsając lwią grzywą, opuszcza po triumfalnym koncercie dziewiętnastowieczną salę koncertową i usadawia się w dziewiętnastowiecznym powozie, otoczonym ze wszystkich stron tłumami wielbicieli, którzy z niesłabnącym dziewiętnastowiecznym zainteresowaniem wpatrują się w dziewiętnastowieczną superczuprynę maestra)
Woźnica powozu
(do wielkiego pianisty):
Dokąd?
Tłum wielbicieli:
Do fryzjera!!
Kurtyna
1949

« Previous PageNext Page »

GotLink.pl